Jesteś na: Strona główna / Filia Dąb / Projekty kulturalne / Opowieści stąd / Warsztaty dziennikarskie

Warsztaty dziennikarskie

WARSZTATY DZIENNIKARSKIE (kwiecień-czerwiec)Logo MKiDN

Warsztaty obejmują kompleksową wiedzę z zakresu dziennikarstwa, ze szczególnym naciskiem na radio i telewizję.
Głównym motywem dziennikarskiego śledztwa będzie polowanie na ciekawostki oraz odkrywanie tajemnic dzielnic Dąb i Józefowiec-Wełnowiec.
W programie zajęć znajdą się: warsztat pracy reportera, obsługa profesjonalnego sprzętu radiowego, nauka montażu nagranych materiałów dźwiękowych, tajniki przeprowadzania wywiadów i tropienia ciekawych informacji.
Efektem warsztatów będzie stworzenie filmowego przewodnika po dzielnicy.


Prowadzenie zajęć:
Dorota Gonet – dziennikarz radiowy z 6 letnim doświadczeniem pracy w redakcjach: Antyradio, Planety fm., Radio Silesia.

Adresaci: młodzież i dorośli
Terminy: Spotkania w środy w godzinach 16.00-19.00 od kwietnia do czerwca.
Pierwsze zajęcia: 1.04.2015.

Projekt jest dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach programu "Edukacja kulturalna".

 

Jedna z wypowiedzi zebrana przez uczestników warsztatów:

WSPOMNIENIA PANA JANUSZA ŻYMŁA

Przedszkole i Zakładowy Dom Kultury

Przedszkole przy Zakładowym Domu Kultury Kopalni Gottwald przy ulicy Krzyżowej powstało w 1955 roku. Miałem wtedy pięć lat i przyjemność być jedną z pierwszych uczęszczających do niego osób. Pamiętam, że nie lubiłem pić tranu, a kiedy skręciłem nogę, jedna z przedszkolanek zaniosła mnie na rękach do domu. W tamtych czasach przedszkole było atrakcją, nie mogliśmy się doczekać, kiedy znów do niego pójdziemy.
Po przedszkolu chodziłem do świetlicy i na różne zajęcia. Było kółko szachowe… a nawet balet. Było to powiązane z Orkiestrą Dętą Kopalni Gottwald. Grali w niej mój dziadek i ojciec, więc zaangażowali i mnie. Kiedy zostały uszyte mundury, przyszli i powiedzieli nam, że będziemy tańczyć w balecie. I tak było do końca szkoły podstawowej.
Później graliśmy w przedstawieniach teatralnych, jak na przykład Księżniczka na Ziarnku grochu. Było ciekawie, było co robić. Z domem kultury byłem związany aż do 1969 roku. Wtedy poszedłem do wojska. 

fot. archiwum prywatne Janusz Żymła

Zdjęcie archiwalne dzielnicy DąbZdjęcie archiwalne dzielnicy Dąb

Szkoła nr 19

O szkole można mówić dużo, tu spędziłem siedem lat – od 1 do 7 klasy, od 1957 do 1964 roku. Pamiętam z tych czasów kierownika, pana Marcy, który uczył nas fizyki, śpiewu i gry w szachy. To był bardzo wszechstronny człowiek. Mieszkałem wtedy przy ulicy Bukowej, czyli około 100 metrów od szkoły, co nie przeszkadzało mi regularnie się spóźniać…
Nie mogę też nie wspomnieć o wspaniałym nauczycielu wychowania fizycznego – panu Siwku, który był także trenerem piłkarek ręcznych i wielkim pasjonatem sportu. Każdej zimy robił dla nas lodowisko. Każdy donosił śnieg i przez wiele lat boisko szkolne zamieniało się w lodowisko. Pan Siwek grał z nami w piłkę nożną, ręczną, prowadził drużynę żeńską i do późnych lat był aktywnym trenerem. Nie wiem, czy jeszcze żyje, ale jeśli tak, to wszystkiego najlepszego dla niego.
Pamiętam też sklepik pana Gutkowskiego, który miał dobre ogórki kiszone i kapustę, więc w całej klasie rozchodziły się zapachy… Naprzeciwko szkoły był też kiosk ruchu, który prowadziła pani Dybała. I tam kupowało się pierwsze papierosy, więc pamiętam także pierwsze dziecinne grzeszki.
Okres szkoły kojarzy mi się jeszcze z moim pierwszym głosowaniem w 1968 roku. Nie byłem jeszcze pełnoletni, ale państwo zarządziło, by wszystkim z ’50 rocznika wydać dowody osobiste, żeby mogli zagłosować. Mimo że nie miałem 18 lat, brałem udział w wyborach.

Boisko GKS „Katowice”

Byłem też świadkiem historycznego wydarzenia. W 1964 roku skończyłem szkołę podstawową i w tym roku zostało również uruchomione boisko Górniczego Klubu Sportowego „Katowice” przy ulicy Bukowej. Było to wielkie święto dla całej dzielnicy. Podczas uroczystego otwarcia stadionu wstęgę przecinał ówczesny minister górnictwa – Jan Mitręga. Miałem okazję stać obok niego… dopóki mnie nie wygonili…
Mieszkałem na Bukowej, a z tej strony trybuny i drzewa były niższe, mecze mogłem więc oglądać z okna. Zanim powstał stadion, w tym miejscu były pola uprawne i przez sam środek przebiegała ścieżka. Na tej łące odbywały się zabawy, na przykład kopanie bunkrów. Park Śląski jeszcze nie istniał, a to miejsce nazywaliśmy „Szwajcarską Doliną”.
Mieszkańcy Dębu mocno przeżywali budowę stadionu, bo zlikwidowano boisko zespołu KS „Dąb”, który był chlubą dzielnicy.

Jedyna bomba

W okresie wojennym jedyna bomba, która spadła na dzielnicę, utrąciła balkon kamienicy przy ulicy Dębowej 57. Z tego, co wiem, było to jedyne zdarzenie związane z nalotem, bo oczywiście przez całą okupację byli tu Niemcy.
Obok kamienicy, na którą spadła bomba, jest słynny sklep „Garus” przy ulicy Dębowej 57, który istniał jeszcze przed wojną. Za to do sklepu Gajdzika przy ulicy Dębowej 80 moja sąsiadka wysyłała po zakupy swojego psa. Wilczur przynosił w zębach kartkę i pieniądze. Stawiał łapy na ladzie, dostawał co trzeba do siatki i szedł do domu. Teraz to jest nie do pomyślenia…
Kiedyś w dzielnicy wszyscy się znali, choć nie była mała. Jak pojawiał się ktoś nowy – od razu było wiadomo. Działo się tak dlatego, że ludzie mieszkali tu od pokoleń. To jest dzielnica górników i hutników. Blisko stąd było do Kopalni Eminencja, Huty Baildon, Huty Cynkowej.

Orkiestra Dęta Kopalni Gottwald

W Kinie „Dębianka” przy ulicy Dębowej 12 mieściła się biblioteka i siedziba Orkiestry Dętej Kopalni Gottwald. Miałem przyjemność grać w niej przez siedem lat z moim ojcem i dziadkiem. Ojciec oprócz tego, że był elektrykiem, w kopalni grał w orkiestrze i pisał kronikę. Od pierwszego dyrygenta, pana Wicharego, do 1985 roku, czyli praktycznie do końca.
Kronikę po jego śmierci dostałem ja, ale doszedłem do wniosku, że lepiej będzie, jeśli zostanie udostępniona większej liczbie osób. Skontaktowałem się zatem z panią Urszulą Rzewiczok, naszą dębianką, która jest kustoszem w Muzeum Historii Katowic, i przekazałem jej kronikę. Mam nadzieję, że ktoś kiedyś wykorzysta zawarte w niej informacje. Są tam zdjęcia od 1920 do 1985 roku. Polecam zobaczyć.
Jeśli chodzi o samo kino, to zjeżdżali do niego mieszkańcy również z sąsiednich dzielnic. Miałem okazję oglądać w nim film Krzyżacy ponad 40 lat temu. Nie było łatwo dostać bilety, ale dziadek zawsze wysupłał z kieszeni dwa pięćdziesiąt i chodziłem.
Za kinem był park „U Kosza” – nazwany tak, bo właścicielem był właśnie pan Kosz. Odbywały się tam spotkania niedzielne, grała orkiestra Kopalni Gottwald. Atrakcje kulturalne organizowano tam od czasów przedwojennych. Teraz to niestety zaniedbany teren.

Dąb – mój hajmat

Kiedyś panowało przekonanie, że jeśli urodziłem się w Dębie, to tu muszę umrzeć. Nie każdy mógł i nie każdy chciał się stąd wyprowadzać. Ja w Dębie jestem u siebie. Tu jest mój hajmat. Nie wszyscy jednak wiedzą, co to znaczy – hajmat to jest ojcowizna. Faterland to jest ojczyzna, ale faterlandów ludzie mogą mieć nawet dziesięć. Można mieszkać w Niemczech, Kanadzie, Stanach, ale hajmat jest zawsze jeden – tam, skąd się człowiek wywodzi, gdzie się urodził.
W Dębie urodziłem się ja, ojciec, dziadek, a pradziadek przyjechał do Dębu w 1872 roku.

Projekt Opowieści Stąd - Warsztaty dziennikarskie

Zrealizowane w ramach projektu Opowieści Stąd

  • Warsztaty dziennikarskie

    Warsztaty dziennikarskie

  • Warsztaty dziennikarskie

    Warsztaty dziennikarskie

  • Warsztaty dziennikarskie

    Warsztaty dziennikarskie

  • Warsztaty dziennikarskie

    Warsztaty dziennikarskie

UWqsHDHOnKIECmYN4pLuDW2baxOEe0Lw09uRzJoX0EsJvWvSRLjb3-v7mI6WF57CCtsbxDnpdlH6EDVlubUDoA

vswLn1QBvOZa7Cske0Wjku2qrzGgPTFGvZ01DXkm9DEJvWvSRLjb3-v7mI6WF57CCtsbxDnpdlH6EDVlubUDoA

LK_7Sj5G13zd6F3cKfvkxqfbIrpOFME1NuRu4Qrv3jsJvWvSRLjb3-v7mI6WF57CCtsbxDnpdlH6EDVlubUDoA

ZyKxqaKQCgo7wAde7CoqsJwSG7r2K49Uuzzqf1R7t2wJvWvSRLjb3-v7mI6WF57CCtsbxDnpdlH6EDVlubUDoA